Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kyuhyun. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kyuhyun. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 października 2012

7.


… że obserwuje go, gdy ten nie patrzy. 


Kyuhyun kątem oka obserwował skradającego się hyunga, który, najwyraźniej, za wszelką cenę nie chciał być zauważony, czego Kyu zupełnie nie pojmował. Jego oczom nie umknął również fakt, iż Hee trzymał coś w rękach i to coś wyglądało zupełnie jak pudełka z jedzeniem.
Maknae zatarł ręce, chichocząc pod nosem. Powinien to wszystko zjeść sam, zanim ktokolwiek się o tym dowie?
Odczekał moment i tuż po tym, jak jego starszy kolega zamknął za sobą drzwi, czym prędzej pomknął do kuchni i jednym, szybkim ruchem otworzył lodówkę.
- Czeka mnie uczta – jego oczy stały się ogromne, a wypełniony jeszcze przed momentem przekąskami żołądek, nagle zupełnie pusty.
Nie zastanawiając się zbyt długo, wyciągnął pierwsze pudełko. Już miał je otworzyć, kiedy zauważył przyklejoną do niego karteczkę.
„Ani mi się waż, Cho!”
Westchnął. Dlaczego go to spotyka…?
Sięgnął po drugie pudełko, w nadziei, że niczego tam nie znajdzie i będzie mógł się wykręcić krótkim „ale tam nie było napisane, że nie mogę”…
„Zjedz choć odrobinę, a zginiesz!”
Kyuhyun zmarszczył brwi. Czy to było takie oczywiste, że będzie tego próbował?
Wciąż się nie poddając, sięgnął po ostatnie, największe pudełko. I po raz kolejny na wierzchu znalazła się karteczka.
„Głupi maknae.”
Tego było za wiele. Nie dość, że zabrania mu się jedzenia, to jeszcze się obraża. On tego tak nie zostawi. Bo Kyu głodny to Kyu wredny.
- Heechul, co to ma znaczyć? – Cho wszedł do pokoju hyunga bez pukania, rozglądając się dookoła w poszukiwaniu znajomej sylwetki. Dostrzegł go, leżącego na łóżku, z ulubioną manhwą w ręce i kotem na brzuchu.
- Coś nie tak, maknae bez manier? – starszy mężczyzna nie zaszczycił go nawet spojrzeniem – Czyżbyś próbował zjeść nie swoją własność?
- W takim razie czyje to jest?
- Na pewno nie twoje.
- Ej, no! – Kyuhyun podszedł bliżej i nie myśląc nad konsekwencjami swoich działań, wyrwał komiks z rąk Heechula.
- Oddaj mi to – usłyszał jego opanowany głos – albo nie, wszystko mi jedno – zmienił po chwili zdanie i przewrócił się na bok – idź już, jestem zmęczony. Jedz sobie co chcesz, nie moja sprawa.
- Hyung…? – Kyu zamarł z książką w uniesionej ręce – nie wkurzasz się? Jesteś chory czy co?
- Spieprzaj – odpowiedział mu cichy, pozbawiony emocji głos, stłumiony przez poduszkę.
- Nie – nie zgodził się młodszy, pochylając się nad Heechulem – nie zamierzam nigdzie sobie iść.
- Rób, co chcesz, wisi mi to.
Obojętność trzydziestolatka zbiła z tropu młodszego mężczyznę. Nie tak zachowywał się na co dzień Kim Heechul. Tamten był nieco bardziej… żywiołowy. Troszkę bardziej niespokojny, jak rzeka, która zerwała tamę. Ten człowiek, który leżał odwrócony do niego plecami, skulony jak embrion, był zbyt opanowany jak na swoje standardy. To było dziwne, ale Kyuhyun miał wrażenie, że jest mu to zachowanie dziwnie znajome…
Nie zmieniało to jednak faktu, że nie miał pojęcia, jak powinien się zachować.
- Hyung… zagrasz ze mną w coś?
- Nie. Nie potrzebujesz mnie – mruknął tamten w odpowiedzi.
- Do gry?
Nie otrzymał odpowiedzi.
- Głupi hyung – Kyuhyun wyszedł, kręcąc głową.
- Wiem… - wyszeptał Hee, gdy Kyu znalazł się za drzwiami.




Mężczyzna, który ma dość bezczynności. 


Najgorzej mu było z myślą, że nie ma powodów do złego nastroju. A już na pewno nie do aż tak złego. I czuł się z tym tak głupio, że niezwykle trudne stawały się jego spotkania z ludźmi, który byli świadkami jego zachowań. Widział w ich oczach różne rzeczy – od zupełnej dezorientacji aż po troskę. I nie wiedział, co ma z tym zainteresowaniem wokół niego samego zrobić. Zdążył się już od tego odzwyczaić. Od tego, że ciągle jest w centrum czyjejś uwagi.
I miał także wrażenie, że to nie jemu powinno się teraz poświęcać czas. A na pewno nie powinni tego robić jego przyjaciele z zespołu, którzy nagle, nie wiedzieć, czemu, zwalili mu się na głowę, oczekując jakiejkolwiek interakcji z jego strony.
A przecież z nich wszystkich to nie on potrzebował tego wsparcia najbardziej. Nie on. Tylko Kangin, który wciąż nie może się oswoić z nową sytuacją i Leeteuk, który z dnia na dzień chodził coraz bardziej pochmurny. To im należała się uwaga.
- Manager hyung? Na ten twój ślub… tak, na ten, na którym mam być MC, a bierzesz jeszcze jakieś inne śluby…? No właśnie… wezmę ze sobą Kangina, dobra? Jak to nie wiesz, czy będzie mógł, będzie, mówił, że jest wtedy wolny… no, to w porządku. Do zobaczenia za parę dni.
Heechul potarł twarz dłońmi. To był prawdopodobnie dobry pomysł. Będą mieli okazję, żeby zjeść coś dobrego i pogadać, jak kiedyś. Może to Youngwoona otworzy. Może będzie mógł mu pomóc i przy okazji pomoże samemu sobie.
Został jeszcze Jungsu… lider był ostatnio tak zabiegany, że niełatwo było gdziekolwiek go dorwać. Jeśli nie był w pracy, to… na siłowni. A siłownia to ostatnie miejsce, w którym Hee chciałby się kiedykolwiek znaleźć.
„Hyung, znajdź dla mnie czas niedługo.”
„Coś się stało, Heechul-ah? Dzisiaj powinienem być wolny po 22. Chcesz gdzieś wyjść czy zostajemy w mieszkaniu?” 

Heechul przez moment rozważał obie opcje.
„Będę u siebie.” 
Postanowił, że rozwiązywanie własnych problemów zacznie od rozmowy. I być może od pomagania. Bo nie mógł zająć się sobą, kiedy wiedział, że trzeba zająć się przyjaciółmi. Bo jeśli on teraz pomoże im, to potem oni pomogą jemu. Na pewno. Bo przyjaźń to nie byle, co. Nie dla niego.




Uważa, że znalazł rozwiązanie. 


Głowę miał opartą o plecy lidera i z niezwykłą uwagą chłonął każde jego słowo. Słuchał wszystkiego, co miał mu do powiedzenia. A miał wiele. Opowiadał mu o swoich obawach i zmartwieniach. O tym, czego normalnie by nie powiedział, ale nakłoniony nie znoszącą sprzeciwu postawą młodszego o kilka dni przyjaciela, nie mógł zrobić niczego innego.
Spojrzenie Heechula pochmurniało z każdą minutą.
Nawet nie zauważył, kiedy ułożył głowę na udach Jungsu i pozwolił, by ten bawił się jego włosami.
- Właściwie to wszystko to głupstwo – uciął nagle Leeteuk, zaplatając Hee niewielkiego warkoczyka.
- Ale ty lubisz przejmować się głupstwami… – uśmiechnął się delikatnie - hej, co to za warkocz?!
Jungsu zaśmiał się pogodnie i poklepał go po policzku.
- Jesteś taki słodziutki, że nie mogłem się powstrzymać.
- Głupek. Ej, ale tak na poważnie, hyung – Heechul złapał przyjaciela za rękę – rozmawiałeś już na ten temat z Youngwoonem, rozmawiałeś kiedyś ze mną. Wiesz, że nie ma się czego bać i że to szybko minie.
- Chullie, sam wiesz, że strach często wymyka się temu, co wiadome. Że lubi mieszać w głowie… - w pokoju nagle zapanowała cisza; obaj mężczyźni przymknęli powieki, jakby próbując na nowo wszystko przemyśleć.
- Hyung…
- Hee – wszedł mu w słowo starszy; jego głos drżał.
Heechul poczuł na swoim policzku łzę, która do niego nie należała. Wciąż jednak nie otwierał oczu udając, że niczego nie zauważył. Czekał, aż Leeteuk powie coś więcej.
- Ja… tak naprawdę, nie chcę być z dala od was. Nie tak długo. Przez tyle lat byliśmy wszyscy razem, a niedługo… wszystko będę musiał robić bez was, zupełnie sam. Nie będę mógł się z wami widzieć, kiedy będę chciał, nie będę mógł robić wielu rzeczy… z wami.
- … z nimi – uściślił drugi. – To boli! – warknął, gdy został pociągnięty za włosy.
- I dobrze, że boli. Mam ochotę przywalić ci tak mocno, żebyś trafił do szpitala. Jesteś debilem, Heechul.
- Ty… - szybkim ruchem podniósł się z pozycji leżącej i zrównał się wzrokiem z hyungiem. Na usta cisnęło mu się wiele niemiłych słów.
- Tak, ja też nim jestem, ale ty większym. Jak mówię, że z wami, to mam na myśli też ciebie, czaisz? Od kiedy to nie jesteś częścią nas? Od kiedy? I jakim prawem śmiesz twierdzić, że nie jesteś?
Heechul nie umiał mu na to odpowiedzieć. Patrzył mu przez chwilę w oczy, po czym spuścił wzrok.
- Od dawna nie jestem. Od dawna nie mam prawa być. Przecież jestem nikim.
Silne uderzenie zaciśniętej pięści niemal zrzuciło go z łóżka.
Nie rozumiał tego nagłego przejawu agresji. Przecież miał rację, przecież od dawna był tu jedynie „na doczepkę” i wszyscy o tym wiedzieli. On to tylko wypowiedział na głos.
- Idioto skończony! – Leeteuk nawet nie próbował się opanować – postradałeś zmysły?!
- Być może – stwierdził chłodno – ale być może to ty nie dostrzegasz oczywistych rzeczy – Hee nie próbował uchylić się od zadawanych mu policzków.
- Obudź się, debilu! Jesteś najważniejszy – lider zamarł z ręką w powietrzu – dla mnie jesteś najważniejszy. Zespół też cię potrzebuje, zrozum to w końcu!
- To ty zrozum. Nie jestem ważny, a już na pewno nie dla siebie.
Ostatni policzek i trzaśnięcie drzwiami.




Ale gubi się w plątaninie bólu, wspomnień i odrzucenia.


Bolało go serce. Czysty, fizyczny ból rozsadzał jego wnętrze, wtórując boleści, jaką zadał mu wcześniej przyjaciel. Ale było mu z tym dobrze. Przynajmniej czuł, że jeszcze żyje i na dodatek, gdzieś tam, w ciemnych zakamarkach duszy zaczęła rodzić się w nim myśl, że może to, co powiedział mu wcześniej nie jest tak do końca prawdą.
Że być może, jakiś czas temu wmówił sobie pewne rzeczy i teraz tylko robi z siebie ofiarę. I staje się dokładnie takim typem osoby, której nie znosił najbardziej. Osoby wymuszającej uwagę i współczucie.
A może zawsze taki był? I jedyne, co robił, to chował tę część siebie gdzieś, gdzie sam nie mógł jej znaleźć. I teraz, ten niechciany i zapomniany kawałek jego osobowości postanowił dać o sobie znać, irytując go tak bardzo jak padający za oknem deszcz.
Ten deszcz… z ogromną prędkością przecinający powietrze… sprawiał, że wracały wspomnienia chwil, które najchętniej wymazałby ze swojego umysłu. Wspomnienia sprzed dwóch lat, których nie chciał mieć, a które uporczywie się go trzymały i przypominały o sobie w takie deszczowe dni jak ten.
Przypominały mu kierunek, w którym się wtedy poruszał. Który nie był dobrze obranym kierunkiem, ale przynajmniej gwarantował ukojenie… Może powinien rozważyć go ponownie…?
- Heechul-ah… - w pokoju po raz kolejny pojawił się Leeteuk, tym razem jednak trzymając w dłoniach apteczkę.
Hee westchnął przeciągle. Czy nie tego właśnie chciał?
Dlaczego więc czuł, że to wszystko nie tak powinno się potoczyć? Że powinno wyglądać inaczej…?




Bardzo nieudolnie próbuje sobie pomóc. 

Nigdy nie uważał alkoholu za swojego wroga. Wiedział, że jeśli tylko będzie pić z umiarem, wszystko pozostanie w jak najlepszym porządku. I nawet jeśli troszkę się upije, tak jak to zrobił tego dnia, to nic się nie stanie, każdy przecież raz na jakiś czas musi zwyczajnie się spić. A on już dawno tego nie robił. Nie w samotności.
Łzy spływały po jego bladych policzkach, tonąc gdzieś w materiale jego rękawa, którym ocierał zmęczoną płaczem twarz.
Zawsze płakał, kiedy pił w samotności. Nawet, jeśli nie miał konkretnego powodu. Ale teraz… czuł, że wszystko wali mu się na łeb na szyję, a on nie potrafi nad tym zapanować.
Spojrzał na pustą szklankę, którą trzymał w dłoni i na równie puste butelki soju, leżące na stole.
- Noona na pewno coś ma w szafce… - mruczał do siebie, pociągając nosem i rozglądając się po kuchni swojej siostry w poszukiwaniu alkoholu.
Otworzył jedną z nich i uśmiechnął się sam do siebie, widząc dwa rządki zielonkawych butelek. Jego noona była przygotowana na wszelkie okazje…
- Dwa lata temu trzymałaś tu proszki nasenne, noona… - wyszeptał, uśmiechając się cierpko do wspomnień.
- Na szczęście nie jestem tak głupia, żeby wciąż je tu mieć – usłyszał zza pleców ciepły, ale zmartwiony kobiecy głos. – Znów pijesz u mnie, sam, po ciemku?
Heechul zignorował pytanie.
- Dwa lata temu też przyszłaś, kiedy zamierzałem poczęstować się czymś z tej szafki – zaśmiał się i czknął – Noona, ty to masz timing…
- Na szczęście, Heechul, na szczęście.
Delikatne ramiona objęły jego własne.

czwartek, 20 września 2012

6.



Lecz po raz kolejny… 


Jednak jego przeczucia się sprawdziły. Zarówno rodzice, jak i siostra ukrywali przed nim stan zdrowia mamy.
Wiedział, że to piękne i szlachetne z ich strony, że nie chcieli go martwić widząc, że jest w nie najlepszej kondycji, ale nie mógł pozbyć się tej odrobiny rozgoryczenia, która jak zwykle, pojawiła się znienacka i zaczęła go męczyć.
Utkwił wzrok w rozgwieżdżonym niebie, szukając w nim jakiegokolwiek pocieszenia.
Jednak gwiazdy pozostały nieme, chłodno i egoistycznie świecąc dla samych siebie, zupełnie nie przejmując się problemami odległych im istot.
Były niesamowicie piękne, ale niedostępne.
Obojętne tym rodzajem obojętności, którego mu brakowało, a którego ostatnimi czasy pragnął z całego serca. By nie musieć cierpieć. By nie obwiniać się za to, że niczego nie może zrobić nawet dla własnej matki…




…zwyczajność okazała się być ciężarem.


Ani on, ani pozostali nie wracali już do tego tematu. Wszyscy postanowili cieszyć się tym, że mogą przez chwilę być razem, jak przed laty; bawiąc się i wygłupiając do późnej nocy, zajadając smakołyki przygotowane przez mamę i siostrę Heechula i po prostu odpoczywając.
Potrzebował tego. Chwili beztroski, która pozwoli mu nabrać sił. Może nie na długo, ale na pewno na jakiś czas.
Przez krótki czas mógł znów poczuć, że jest wolny od wszystkiego, co go przytłaczało.
A myśl o powrocie do Seulu z każdą kolejną godziną zaczynała napawać go jakimś dziwnym rodzajem smutku.
Nie miał jednak pojęcia czy była to jedynie niechęć związana z opuszczeniem rodziców i rodzinnego miasta, czy też kryło się za tym coś jeszcze… odpychał od siebie te myśli jak natrętne muchy powtarzając sobie, że to nie jest istotne, że przecież jakoś to będzie…
Przekonując samego siebie, że tym razem nie pozwoli na to, by coś go przytłoczyło.
Wierzył to naprawdę mocno.
Przez chwilę.
Dopóki nie znalazł się na dworcu sam, wyglądając pociągu do stolicy i ściskając w ręce duży pakunek, który jeszcze przed momentem wręczyła mu mama, prosząc, by podzielił się zawartością z przyjaciółmi z zespołu.
- Mamo, wiesz, że zjem to sam… - przypomniał sobie własne słowa i karcące spojrzenie rodzicielki.
- Ani mi się waż. Zadzwonię potem do któregoś z nich, żeby sprawdzić czy się podzieliłeś!
Uśmiechnął się delikatnie, spoglądając na tory.
I nagle, jego spokojny wcześniej umysł, przeszyła pewna myśl. Myśl, która od jakiegoś czasu pojawiała się w takich sytuacjach. I któremu towarzyszyło dziwne pragnienie… przekroczenia dozwolonej linii.
Wskoczenia na tory. I oczekiwania na rozpędzony pociąg, który miał pojawić się lada moment.
Nie rozumiał tego pragnienia i wiedział, że jest bezsensowne, ale nie mógł się od niego dostatecznie uwolnić. Szczególnie teraz miał nieodpartą ochotę zrobienia jeszcze paru kroków do przodu i czekania na to, co się stanie.
Ale to nie tak, że chciał umrzeć, chociaż wiedział, że właśnie do tego by to zaprowadziło.
Po prostu chciał tam stanąć wiedząc, że nie zdoła uciec. Twarzą w twarz z niebezpieczeństwem. Z nieuniknionym.
Tak po prostu.
Przymknął oczy. I cofnął się na bezpieczną odległość w duchu dziękując samemu sobie, że jest w stanie to kontrolować. I bojąc się, że kiedyś stanie się to niemożliwe…
… jak w dzieciństwie. Gdy nie mogąc oprzeć się pokusie, otworzył drzwi od samochodu na środku drogi, chcąc z niego wyskoczyć. Wtedy też ta myśl pojawiała się tak nagle. I któregoś dnia po prostu stracił nad nią kontrolę…
Wtedy nic się nie stało, jego siostra zareagowała błyskawicznie.
Ale teraz był sam… sam ze swoimi myślami, z dzikim, nieokiełznanym umysłem, którego czasem najzwyczajniej w świecie się bał…




Nie wiedział, że ktoś chce ten ciężar z niego zdjąć… 


Fanmeeting zakończył się, jak zwykle, sukcesem i cały zespół mógł przez chwilę odetchnąć, rozwalając się na przygotowanych wcześniej kanapach bądź krzesłach i planując krótką drzemkę lub – ewentualnie, jak Siwon, wykonać kilka telefonów.
- Do kogo dzwonisz, Siwonie?
- O, hyung – Choi spojrzał na uśmiechniętego lidera – do Heechul hyunga, jak co dzień.
- Robisz to każdego dnia? – wtrącił się Yesung, kręcący się dookoła w poszukiwaniu suchego ręcznika.
- Oczywiście, wy nie?
Reszta pokręciła głowami.
- Nic więc dziwnego, że mówi ostatnio takie dziwne rzeczy… - skwitował Siwon.
- Jakie, na przykład? – Donghae podniósł wzrok znad magazynu, który właśnie przeglądał i skupił go na twarzy kolegi.
- Że go nie potrzebujemy… że nigdy go nie potrzebowaliśmy.
- Nonsens – rzucił Ryeowook – przecież powtarzaliśmy mu tysiąc razy, że nie ma racji.
- On uważa, że to tylko czcze gadanie – Siwon spojrzał na mrugający wyświetlacz telefonu – o, oddzwonił. Wybaczcie, ale serio chcę z nim porozmawiać – zwrócił się do przyjaciół – Tak, hyung? Poczekaj chwilę… - zasłonił dolną część aparatu – pomyślcie trochę nad tym, okej?




Że ktoś stara się zrozumieć… 


Cisza panująca w pomieszczeniu zdawała się huczeć bardziej od jakiegokolwiek hałasu. Irytowała i przeszkadzała, nie pozwalając się skupić.
Ale przerwać jej nikt nie miał odwagi. Więc przez dłuższy czas kilku mężczyzn spoglądało na siebie w milczeniu, usiłując znaleźć odpowiednie słowa, by móc zacząć rozmowę. By nie wydać się za poważnym ani zbyt wielkim lekkoduchem. Aby trafić w sedno sprawy.
- Dobra, chłopaki, właściwie to tu nie ma się nad czym zastanawiać – pierwszy odezwał się lider widząc, że reszta raczej nie wyjdzie z inicjatywą – tylko działać.
- Jak? – padło pytanie.
- Co możemy zrobić, skoro nawet nie wiemy, co się dzieje? I czy to coś poważnego, czy tak tylko, przejściowo…
- Gdyby to było przejściowe, to już by mu przeszło.
- Przecież nie zaczniemy nagle zasypywać go telefonami i wiadomościami, bo pomyśli, że sobie z niego żartujemy.
- Najpierw powinniśmy ogarnąć, dlaczego chodzi taki struty, a dopiero potem robić coś w tym kierunku.
- Tak, ale nie możemy przecież siedzieć z nim non stop, mamy swoje zobowiązania…
- Ktoś przecież zawsze zostaje…
- No to skoro zawsze ktoś jest, to dlaczego… dlaczego wszyscy go olewamy? Bo przecież olewamy. Mniej lub bardziej, w taki lub inny sposób, ale jednak…
W pomieszczeniu ponownie zaległa cisza; i tylko zza drzwi słychać było spokojny głos Siwona rozmawiającego przez telefon.
- Wiesz, jesteśmy ludźmi, też czasem chcemy pobyć w samotności i odpocząć.
- To nie zmienia faktu, że raz na jakiś czas…
- Zresztą on chyba nie chce z nami przebywać. Zachowuje się, jakbyśmy irytowali go samym naszym istnieniem.
- A to nie jest akurat normalne?
- No nie wiem…
- Dobra, to co robimy? Leeteuk hyung, jakieś pomysły?
- Ja… nie wiem. Obserwujmy go? Bądźmy przy nim?
- Niby jak, przecież mieszkamy na różnych piętrach…
- Ostatnio mówił, że chciał obejrzeć tę dramę z Sulli…
- Ach, chcesz ją obejrzeć razem z nim, Wookie? Dobrze. O to chodzi. O takie drobiazgi.
Drzwi do sali nagle się otworzyły, ukazując stojącego w progu managera.
- Leeteuk, mogę cię prosić na moment? – zapytał.
- Jasne – lider odwrócił się jeszcze na moment do kolegów. – Obserwujcie go i jakby coś się działo, informujcie mnie, okej?
Wszyscy pokiwali głowami i odprowadzili Jungsu wzrokiem.
- Nie mówcie mu niczego, co by go naprawdę mocno zmartwiło – odezwał się, dotychczas milczący Hyukjae – jest wystarczająco przybity myślą o wojsku.
- Uważasz, że stanie się coś takiego, Hyuk? – Donghae położył mu rękę na ramieniu – Wiesz coś, czego my nie wiemy?
Eunhyuk rozejrzał się po twarzach przyjaciół. Czy oni naprawdę nie kojarzyli faktów? Naprawdę nie rozumieli, co zaczyna się dziać z ich przyjacielem…?
Westchnął i pokręcił głową.
- Po prostu nie męczcie Leeteuk hyunga. Ja się tym zajmę.




… płaczącego mężczyznę. 


Musiał pokazać im, że wszystko jest w porządku. Zresztą, ostatnio naprawdę było w porządku. W miarę…
Siedząc przy stoliku, powoli rozpakował jedzenie przygotowane przez mamę. Uśmiechnął się widząc, że zapakowała wszystko tak, że nie będzie miał problemu z podzieleniem wszystkiego na pół. Ba, nawet na trzy części – w końcu jemu też należała się specjalna porcja.
Nie zastanawiając się dłużej, skierował swoje kroki do kuchni i schował smakołyki w lodówce. Spojrzał na zegar zawieszony na ścianie.
„Ktoś powinien już być na dole…”
Nie spiesząc się, zszedł na jedenaste piętro i starając się pozostać niezauważonym przez Kyu, oglądającego coś w telewizji, przemknął przez korytarz. Zostawił wszystko na stole w kuchni i wrócił do siebie.
Kładąc się na łóżku, poczuł się nagle strasznie zmęczony. Raczej nie podróżą ani czymś podobnym. Zmęczony myślą, że, począwszy od jutra, znów będzie spotykał tych samych ludzi i prowadził z nimi tak samo nudne rozmowy. Że będzie musiał po prostu wśród nich przebywać. Choć tak naprawdę sam był dla siebie wystarczająco męczącym towarzyszem. I nie potrzebował innych, nie chciał innych towarzyszy.
Jedyne żyjące istoty, które nie sprawiały, że jego serce stawało się naprawdę ciężkie, były jego koty, które widząc znużenie swojego właściciela, ułożyły się obok niego, delikatnie się o niego ocierając.
Zasnął ukołysany przyjemnym mruczeniem.