środa, 15 sierpnia 2012

2.

  1. ... odpowiednich rozwiązań... 


Nie znosił, kiedy z samego rana budzi go natrętnie dzwoniący telefon; nie wtedy, kiedy zaledwie kilka godzin wcześniej dotarł do własnego pokoju w hotelu, potwornie zmęczony całonocnym imprezowaniem i nocną podróżą.
- Tak? - warknął do słuchawki, wolną dłonią przecierając oczy.
"Nigdy więcej jazdy busem do Kyunggi-do w środku nocy"
- Hyung, o której zaczyna się ten turniej? - usłyszał charakterystyczny głos Hongkiego, domagający się odpowiedzi.
Miał ochotę zrobić mu krzywdę. Nie tylko dlatego, że budził go tak wcześnie, ale także - a może przede wszystkim za to, że tamten brzmiał całkiem rześko, chociaż wpił od niego dużo więcej i balował o niebo intensywniej. Ale to Heechul, nie tamten czuł się, jakby ktoś przywalił go ciężkim, kamiennym blokiem.
"Robię się stary czy to coś innego?" - przemknęło mu przez myśl.
- Po południu, dzieciaku - oznajmił młodszemu, starając się brzmieć w miarę łagodnie. Nie mógł sobie dziś pozwolić na jakiekolwiek gesty lub słowa, które mogłyby obrazić jego dongsaenga; musieli dzisiaj dogadywać się jak najlepiej, by móc wygrać turniej League of Legends, na który szykowali się już od jakiegoś czasu. - A teraz, jeśli chcesz żyć, pozwól mi spać dalej.
Hongki zaśmiał się w słuchawkę.
- Nie zabijesz mnie, hyung, bo ci zabraknie jednej osoby do gry. I to zaufanej.
Heechul warknął coś niezrozumiałego.
- Okej, okej, do potem hyung. Widzimy się za parę godzin na miejscu.




... wypełniaczy czasu.


Zaspał. Naprawdę zaspał. Co prawda nie aż tak, żeby zniszczyć sobie szansę na wygraną czy też żeby zdenerwować wszystkich innych, ale z całą pewnością nie miał czasu na przygotowania.
Chwycił wszystko, co miał pod ręką, założył na siebie cokolwiek i niemal wybiegł z mieszkania. Dobrze, że zamówił taksówkę dużo wcześniej...
Na szczęście kierowca nie zadawał zbędnych pytań, a nawet gdyby to zrobił, on i tak nie zamierzał na nie odpowiadać.
W ciszy mógł więc rozbudzić się do końca i jeszcze raz przemyśleć strategię, która jego zdaniem, będzie najlepsza, by powalić przeciwników na kolana.
Dobrze mu było, mieć tak mocno wypełnione czymś myśli. W dodatku czymś, co ostatnio bardzo lubił.

- Heechul-ssi! - usłyszał przyjemny, kobiecy głos zza pleców. Obrócił się i obdarzył jego właścicielkę jednym z czarujących uśmiechów. Dla niej też musiał być miły - nie dość, że była zawodowym graczem, to jeszcze zgodziła się być z nim i Hongkim w jednej drużynie.
- Yuri-ssi, miło cię widzieć - kiwnął głową na powitanie - Hongki już jest?
- Kręci się gdzieś tu... chyba próbuje wyrobić sobie nowe znajomości - odpowiedziała; zawsze, gdy jej słuchał miał wrażenie, że za moment zmaterializuje się postać z gry, której głos podkładała ta kobieta, a którą często grywał nie tylko ze względu na jej umiejętności, ale także na jej niewątpliwe... walory estetyczne.
- Najwięcej znajomości będzie zawierał wtedy, kiedy będzie trzymał się blisko mnie - stwierdził od niechcenia.
- Mówisz to tak, jakby to była najbardziej oczywista sprawa na świecie...
Uniósł brew.
- Bo tak jest.
Oboje mieli zamiar kontynuować rozmowę jeszcze jakiś czas, jednak organizatorzy oznajmili, że najwyższa pora rozpocząć “1st League of Legends Celebrity Championships”.
Nie pozostało im nic innego, jak tylko znaleźć Hongkiego, zrobić sobie pokrzepiającą fotkę, którą Yuri niezwłocznie wrzuciła na twittera i rozpocząć grę.




Niekiedy znajduje chwilowe ukojenie.


W tym momencie istniał tylko on i jego drużyna. I przeciwnicy, których za wszelką cenę trzeba było zgładzić... i to w jak najszybszym czasie.
Wiedział, że pierwszą rundę wygrają. Chodziło jednie o to, by pokonać tamtych w spektakularny sposób - a jeśli nie było takiej możliwości, to chociaż wyjść z tego, poza tym, że zwycięsko, to jeszcze z jak najmniejszą ilością strat.
Pierwsza potyczka trwała zaledwie dwanaście minut, więc "Uniwersal Big Star Team" stwierdził początkowo, że poziom tutejszych graczy nie zachwyca.
- Więc albo jesteśmy geniuszami, albo graliśmy z cieniasami - rzucił Hongki, rozsiadając się w fotelu i przypatrując się ekranowi, na którym wciąż wyświetlała się gra, którą równolegle prowadziły inne drużyny.
- Prawdopodobnie byli to jacyś początkujący fascynaci, ale jak tak patrzę na inne teamy... reszta pojedynków nie będzie łatwa - stwierdziła kobieta rzeczowo, po czym zwróciła się do najstarszego z nich - Heechul-ssi, poprawiłeś się od naszej ostatniej gry... musisz poświęcać temu dużo czasu.
Kiwnął głową w odpowiedzi. Miała rację. Większość wolnego czasu spędzał przy komputerze, grając na przeróżnych serwerach lub przed telewizorem, oglądając nagrania z cudzych potyczek, dogłębnie je analizując.
Ta gra stała się dla niego wspaniałym wypełniaczem myśli. Przyjemniejszą alternatywą do wpatrywania się w sufit i tęsknoty za czymś nieokreślonym.
Dzięki niej mógł przenieść się z rzeczywistości, która przytłaczała go niemal w każdej minucie życia, do świata, w którym to on miał nad wszystkim kontrolę i który był dużo prostszy niż ten, w którym przyszło mu żyć. Świat, którego prawa były jasne i zrozumiałe. W którym nie liczyły się uczucia i inne skomplikowane sprawy, a jedynie przetrwanie. W którym żadne nieczyste zagrania nie miały w ogóle miejsca.
Świat dużo znośniejszy niż ten, który atakował go każdego dnia.




Czasami nawet strzępki radosnych chwil.


Kilka godzin i wiele komputerowych potyczek później z niemałą satysfakcją zdali sobie sprawę z faktu, iż przeszli do ścisłego finału. Byli o krok od zwycięstwa.
I nawet potem, kiedy po niemal dwóch godzinach trudnej walki zostali pokonani przez przeciwników, wciąż cieszyli się jak dzieci. W końcu dotarcie aż do finałów był dla nich niemałym wyczynem.
- Yaah, oni wszyscy są pro… nie mieliśmy szans – oznajmił cierpko Heechul, obejmując przyjaciół ramionami.
- Hyung, czy to nie ty mówiłeś wcześniej, że ich zmiażdżymy?
Pokręcił głową.
- Głupku, myślisz, że jakbym ci powiedział, że nie mamy z nimi szans, to wciąż byś grał tak dobrze do ostatniej minuty?
- W sumie to chyba nie.
- Na pewno nie – wtrąciła Yuri. – A tak poza tym, jestem pod wrażeniem. Byliście naprawdę świetni… nie myśleliście o tym, żeby zostać profesjonalistami?
- Hyung, to jest myśl! – wykrzyknął Hongki, po czym, próbując zażartować, kontynuował myśl. – W to wkładasz trochę więcej serca niż w występy na scenie, więc może się… - zamilkł pod morderczym spojrzeniem obojga towarzyszy. – To nie było zabawne…?
- Nie – warknął starszy. Nie lubił tego typu żartów, a ten facet chyba o tym zapomniał. Szybko się jednak otrząsnął, nie chcąc psuć nikomu nastroju. - Idziemy coś zjeść? Hongstar, ty stawiasz!
Piosenkarz pokornie przyjął swoją karę i już za chwilę widział, jak jego hyung prowadzi pogodną wymianę zdań z jakimś znajomym. Uśmiechał się jak zawsze i nie szczędził ostrych komentarzy. Hongki odetchnął z ulgą. Heechul prawdopodobnie nie wziął tego do siebie i kiedy za moment wyjdą z tego miejsca, szukając jakiejś restauracji, wszystko między nimi będzie w porządku. I będą świętować swój mały sukces. A za tydzień pojadą na wycieczkę wraz ze wszystkimi graczami. Jeśli oczywiście Heechul będzie miał wolny weekend… I ochotę na wyjazd. Bo ostatnio był chyba trochę nieswój... albo tylko tak się tylko Hongkiemu wydawało.




Jednak koniec końców, gubi uśmiech.


Bawił się naprawdę dobrze, nie mógł powiedzieć, że nie. Nawet głupie żarty Hongkiego nie denerwowały go tak bardzo.
Wydawało mu się, że ten dziwny, irytująco ponury nastrój już sobie gdzieś poszedł, że z nastaniem kolejnego dnia wróci do bycia… normalnym. Naprawdę miał taką nadzieję.
Ale kiedy tylko usłyszał dźwięk budzika, wzywającego go do wstania, po raz kolejny poczuł się niezmiernie ciężki… prawie niezdolny do poruszenia się.
- Powinienem zmienić nastawienie – mruknął do swojego odbicia w lustrze, doprowadzając do ładu swoją fryzurę – powinienem podejść do tego bardziej optymistycznie. Idę służyć narodowi! – wypiął dumnie pierś.
Co z tego, że ta służba była w gruncie rzeczy potwornie monotonnym ciągiem tych samych czynności, wymuszonych życzliwości i fałszywych uśmiechów? Przynajmniej miał teraz troszkę więcej czasu dla siebie wieczorami.
Mógł w spokoju poobserwować poprzecinany kolorowymi światłami Seul. I próbować czerpać siłę z tego światła, które tak samo jak on, musiało wykonywać swoją pracę bez względu na to, jak nudna mogłaby się wydawać.
Choćby było mu niesamowicie ciężko, choćby waliło się i paliło w jego życiu… wciąż musiał to zrobić. Wytrzymać jeszcze rok.
Nawet jeśli z każdym kolejnym dniem stawało się to coraz trudniejsze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz